Podejrzane amerykańskie oferty

Przypuszczalnie, amerykańska firma chce wyłudzić pieniądze. I to nie tylko od Polaków. Przedstawiciele firmy QTGlobe, Inc. z Nowego Yorku dzwonią do Polaków i usiłują ich namówić do zakupu akcji nowego startupa oferującego usługi. Przez ponad pół godziny przekonują, że to niebywała okazja kupienia na rynku pierwotnym akcji po okazyjnej cenie. Podający się za księgowych twierdzą, że mają dość małą partię akcji do zaoferowania (35 tys. akcji po 3,5 USD za każdą). W dodatku, z podjęciem decyzji należy się spieszyć, gdyż kolejna partia akcji będzie już po cenie wyższej –  5 USD. W ramach reklamy produktu pracownicy podają „fakty”, według których w ciągu kilku miesięcy spółka ma być wprowadzona do obrotu na NASDAQ. Wówczas prognozują początkową cenę akcji, która ma wynosić 10 USD. Mało tego, w niedalekiej przyszłości ma wzrosnąć do 15 USD.

Z pewnością, sposób pozyskiwania inwestorów jest nowatorski.
Co jeszcze można usłyszeć w ciągu kilkudziesięciu minut rozmowy telefonicznej?
Do najważniejszych sukcesów firmy zaliczana jest dobra kadra menedżerska i unikatowy produkt. Firma dostarcza też informacji emailowo. W nadesłanych dokumentach można odszukać adresu dostępu do sekcji dla inwestorów. Oczywiście na stronie tej firmy. Na stronie www.qtglobe.com. Znajduje się kilkunastostronicowy biznesplan z planami na rok 2007-2009. Są tez formularze dotyczące zakupu akcji. Wiarygodność tej firmy potwierdzają dokumenty, a wśród nich numer rejestracyjny firmy QTGlobe (E 0497052005-3), adres strony internetowej Urzędu Stanu Nevada (http://sos.state.nv.us/) – tam można sprawdzić, czy spółka rzeczywiście istnieje. Po sprawdzeniu łatwo można przekonać się, że spółka QTGlobe, Inc. rzeczywiście jest zarejestrowana w stanie Nevada, a władze spółki są takie same, jak podane na stronie firmy. Nawet mało wytrawni inwestorzy mogą obliczyć, kiedy tak naprawdę mogą zarobić. W zamieszczonych informacjach można odczytać wartość kapitału zakładowego. Wynosi on 20 000 USD i został podzielony na 100 000 000 akcji. I teraz już prosty rachunek. Jeśli zakupimy akcje po 3,5 USD, to aby zarabiać, wartość rynkowa spółki musiałaby być znacznie większa niż 350 000 000 USD. Stąd rodzi się podejrzenie, że podjęta przez nas decyzja zakupu równałaby się bezwartościowym akcjom wartym mniej niż 1 cent za sztukę.
Dla zainteresowanych tym tematem warto przytoczyć kolejne fakty. Pierwszy telefon jest autentycznie z USA. Kolejne telefony – bo takich będzie więcej – już są z Polski.
W rozmowach krajowych prowadzone są różnego rodzaju perswazje, by ostatecznie nakłonić  inwestora do zakupu oferowanych akcji. Za wszelka cenę pracownicy usiłują przekonać potencjalnego inwestora, że zakup tych akcji to niebywała okazja. Nawet w rozmowach
z niektórymi uciekano się  do pytań natury osobistej. Wszystko, by pozyskać klienta.
„Szczęściarze”, którzy odbyli już takie rozmowy, twierdzą, że w rozmowach zwracano się do nich poprawnie, choć wszystkie rozmowy przebiegają w języku angielskim.  Natomiast dokumenty i korespondencja emailowa wpisana jest w standard firmy i wszyscy otrzymują to samo, jedynie zmienia się forma  nagłówka.
Pracownicy owej firmy wykonują telefony do firm lub osób prywatnych. Numery łatwo można pozyskać z ewidencji firm lub z książek telefonicznych.
Patykiem po wodzie pisane
Firma próbuje wcisnąć na siłę  akcje na zasadzie starego porzekadła „kup pan cegłę”. Nieprawdą jest, że zakupione akcje firmy odniosą duży sukces i zwrócą inwestycję z kilkuset procentowym nakładem. Wynika to z dość prostych obliczeń i faktów. Firma rozpoczęła swoja działalność, jest więc start-upem. Jej kapitał zakładowy, jak na amerykańskie warunki jest mierny – 20 tys. USD to około 60 tys. zł. Ponieważ jest to firma, która dopiero wystartowała na arenie, to można śmiało przypuszczać, że jej aktywa nie wzrosną aż tak bardzo zdecydowanie ponad kapitał zakładowy. To mała firma.
Jeśli podzielimy kapitał zakładowy przez ilość akcji, to jej wycena wyniesie zaledwie ok. 0,0002 USD na akcję. Przypuśćmy, że później nabędziemy aktywa. Jeśli to dodamy, to wycena jednej akcji wobec wartości księgowej firmy nie przekracza kilku centów. I za te akcje już teraz proponują nam znacznie więcej. Chyba, że w cenę tych akcji wliczają obietnice przyszłych zysków na giełdzie. A tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.
I na koniec konkluzja. Firma ma w krótkim czasie osiągnąć 15 USD za akcje na NASDAQ. Dlaczego więc oferują za akcję znacznie mniej?

Firmą może być  QTGlobe, Inc. z Nowego Yorku. Oferuje ona podejrzane transakcje na rynku kapitałowym. W rozmowach telefonicznych pracownicy podają się  za  księgowych. Występują z propozycją sprzedaży akcji firmy. Jest to trefna okazja, gdyż firma nie weszła jeszcze na nowojorski rynek NASDAQ. Pracownicy firmy oferują akcje po 3,5 USD za sztukę. Wahającemu się potencjalnemu klientowi przedstawiają jakże optymistyczne prognozy. Po wejściu na giełdę, cena akcji za sztukę wzrośnie do 15 USD. Tym sposobem stajemy się świadkami nowego sposobu sprzedaży akcji śmieciowych.

Z pewnością, sposób pozyskiwania inwestorów jest nowatorski.

Co jeszcze można usłyszeć w ciągu kilkudziesięciu minut rozmowy telefonicznej?

Do najważniejszych sukcesów firmy zaliczana jest dobra kadra menedżerska i unikatowy produkt. Firma dostarcza też informacji emailowo. W nadesłanych dokumentach można odszukać adresu dostępu do sekcji dla inwestorów. Oczywiście na stronie tej firmy. Na stronie www.qtglobe.com. Znajduje się kilkunastostronicowy biznesplan z planami na rok 2007-2009. Są tez formularze dotyczące zakupu akcji. Wiarygodność tej firmy potwierdzają dokumenty, a wśród nich numer rejestracyjny firmy QTGlobe (E 0497052005-3), adres strony internetowej Urzędu Stanu Nevada (http://sos.state.nv.us/) – tam można sprawdzić, czy spółka rzeczywiście istnieje. Po sprawdzeniu łatwo można przekonać się, że spółka QTGlobe, Inc. rzeczywiście jest zarejestrowana w stanie Nevada, a władze spółki są takie same, jak podane na stronie firmy. Nawet mało wytrawni inwestorzy mogą obliczyć, kiedy tak naprawdę mogą zarobić. W zamieszczonych informacjach można odczytać wartość kapitału zakładowego. Wynosi on 20 000 USD i został podzielony na 100 000 000 akcji. I teraz już prosty rachunek. Jeśli zakupimy akcje po 3,5 USD, to aby zarabiać, wartość rynkowa spółki musiałaby być znacznie większa niż 350 000 000 USD. Stąd rodzi się podejrzenie, że podjęta przez nas decyzja zakupu równałaby się bezwartościowym akcjom wartym mniej niż 1 cent za sztukę.

Dla zainteresowanych tym tematem warto przytoczyć kolejne fakty. Pierwszy telefon jest autentycznie z USA. Kolejne telefony – bo takich będzie więcej – już są z Polski.

W rozmowach krajowych prowadzone są różnego rodzaju perswazje, by ostatecznie nakłonić  inwestora do zakupu oferowanych akcji. Za wszelka cenę pracownicy usiłują przekonać potencjalnego inwestora, że zakup tych akcji to niebywała okazja. Nawet w rozmowach

z niektórymi uciekano się  do pytań natury osobistej. Wszystko, by pozyskać klienta.

„Szczęściarze”, którzy odbyli już takie rozmowy, twierdzą, że w rozmowach zwracano się do nich poprawnie, choć wszystkie rozmowy przebiegają w języku angielskim.  Natomiast dokumenty i korespondencja emailowa wpisana jest w standard firmy i wszyscy otrzymują to samo, jedynie zmienia się forma  nagłówka.

Pracownicy owej firmy wykonują telefony do firm lub osób prywatnych. Numery łatwo można pozyskać z ewidencji firm lub z książek telefonicznych.

Patykiem po wodzie pisane

Firma próbuje wcisnąć na siłę  akcje na zasadzie starego porzekadła „kup pan cegłę”. Nieprawdą jest, że zakupione akcje firmy odniosą duży sukces i zwrócą inwestycję z kilkuset procentowym nakładem. Wynika to z dość prostych obliczeń i faktów. Firma rozpoczęła swoja działalność, jest więc start-upem. Jej kapitał zakładowy, jak na amerykańskie warunki jest mierny – 20 tys. USD to około 60 tys. zł. Ponieważ jest to firma, która dopiero wystartowała na arenie, to można śmiało przypuszczać, że jej aktywa nie wzrosną aż tak bardzo zdecydowanie ponad kapitał zakładowy. To mała firma.

Jeśli podzielimy kapitał zakładowy przez ilość akcji, to jej wycena wyniesie zaledwie ok. 0,0002 USD na akcję. Przypuśćmy, że później nabędziemy aktywa. Jeśli to dodamy, to wycena jednej akcji wobec wartości księgowej firmy nie przekracza kilku centów. I za te akcje już teraz proponują nam znacznie więcej. Chyba, że w cenę tych akcji wliczają obietnice przyszłych zysków na giełdzie. A tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.

I na koniec konkluzja. Firma ma w krótkim czasie osiągnąć 15 USD za akcje na NASDAQ. Dlaczego więc oferują za akcję znacznie mniej?

Loading...

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.